Rafał Chmiel

ksywa zespołowa – „Chmiel” 🙂

Sztukmistrz z Lublina

Rafał Chmiel Własny Port akordeon portret Gniazdo Piratów

Dzień drobny. To ja. Pochodzący z Lublina Chmiel. Ta przyjazna ksywka wywodzi się od mojego nazwiska, które brzmi… Chmiel… Mi pasuje i bardzo ją lubię, ale jeśli ktoś odczuwałby niebywały dyskomfort psychiczny wołając do mnie po nazwisku, to na imię mam Rafał. Wszystko zaczęło się jak byłem jeszcze małym Chmielnikiem… Gdy już połączyłem się z jajeczkiem i rozwijałem w brzuchu mamy, to z zewnątrz dochodziły do mnie kojące me małe serduszko i wpływające na mą małą duszyczkę dźwięki muzyki. Działo się tak za sprawą rozgrzanego do czerwoności magnetofonu szpulowego i ogromnego radia Unitra Diora „Calypso”, które były czynnymi uczestnikami niemal wszystkich rodzinnych zajęć, śledząc przy okazji każde kolejne dni mojego życia. Ponadto większość moich bliskich po prostu bardzo lubi śpiewać, więc to robili, robią i robić będą. A ja byłem świadkiem tego wszystkiego… i tak na prawdę nie zdawałem sobie sprawy, że muzyka zawładnęła właśnie moją duszą. Potem pojawiły się pierwsze śpiewane przeze mnie piosenki, takie jak „Dmuchawce, latawce, wiatr”, czy „I just call to say I love You” (z dość ‘oryginalnie’ brzmiącą wymową… :-)). Pojawił się utwór „The final countdown”, który z towarzyszeniem wujka i wcześniej wspomnianego magnetofonu szpulowego wykonałem ponoć 43 razy z rzędu na blacie stołu… W 1989 zaczęło się robić poważnie. Na kolana wskoczył mi akordeon. Poszedłem do szkoły muzycznej, gdzie rozpocząłem moją trwającą równo 20 lat edukację muzyczną, którą (na razie) zakończyłem na etapie studiów podyplomowych w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Był to czas doskonalenia się, degustowania wszelakich najdziwniejszych i niedrogich alkoholi oraz poznawania mnóstwa tajników dziedziny, którą tak bardzo kochałem. W tzw. międzyczasie oprócz muzyki klasycznej zacząłem czynnie zajmować się muzyką rozrywkową, poszerzając spektrum zainteresowań oraz umiejętności muzycznych o grę na fortepianie, gitarze, jak również o śpiew.

Rafał Chmiel Własny Port portret akordeon Plaża Piratów

Będąc pod wpływem wielkich artystów rockowych i metalowych śpiewałem wtedy różne odmiany Heavy Metalu ze skazanym na sukces zespołem Loch Ness. Jednak nasze ścieżki, z przyczyn niezależnych od nas, rozeszły się. Śpiewanie powróciło dopiero w Bydgoszczy. Dzięki zespołom takim jak Vaconda, czy LFG mogłem znowu pobawić się głosem. Pojawił się również projekt z zespołem The Fact’O, oraz śpiewanie w będącym w ciągłych rozjazdach zespole 3 Bobry. Jestem chyba połączeniem dwóch osobowości, bo uwielbiam ciężkie, rytmiczne granie, jednocześnie będąc oddanym lirycznym, czasem nawet płaczliwym piosenkom, potocznie zwanym ‘mendami’… Niemniej jednak to akordeon (no i król Julian – samozwańczy władca Madagaskaru) zawsze był na pierwszym miejscu. Wskakiwał na podia wielu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów wciągając mnie tam ze sobą. To dzięki niemu, dzięki jego możliwościom sonorystycznym, potrafiłem wyrażać swoje uczucia będąc na scenie. Ponieważ nie jestem zbyt dobry w bezpośrednim wyrażaniu uczuć, bardzo szybko odkryłem, że scena, śpiew, gra, ogólnie mówiąc muzyka, uzależniła mnie od siebie. Uważam, że muzyką można wyrazić wszystko i wszystko można w niej odnaleźć. Kiedy skończyłem studia, nie czekałem na moment, w którym każdy świeżo upieczony magister zadaje sobie odwieczne pytanie: „i co teraz??”. Szybko otworzyłem prywatną szkołę muzyczną (którą po dwóch latach sprzedałem ze względu na brak czasu) i… dostałem telefon od żony Kerownika – Hani Gąsiewskiej z propozycją grania w zespole szantowym… I tak się zaczęło! Jak ogólnie wiadomo, byłem przyjęty do zespołu żeby wypełnić pustkę podczas nieobecności Kijaka, bo ten złamał rękę. Czyli o tym, że dołączyłem do Własnego Portu zadecydował przypadek. Choć, jak mówił wielki mistrz Ugłej, „nic nie dzieje się przypadkiem…”. Prędko się jednak okazało, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Trasy koncertowe, dużo grania, kontakt z publicznością, no i przede wszystkim trójka wspaniałych przyjaciół, z którymi mogę pogadać o wszystkim i na których zawsze mogę liczyć. Cóż, zawsze twierdziłem, ze jestem w czepku urodzony… Drobnamoc!

Piotr Gąsiewski
Piotr Szczepańczyk
Rafał Ordak